Jakub Hajdun Trio

Jakub Hajdun Trio

30 zł – ulgowe* dla studentów, uczniów, seniorów, na Kartę Dużej Rodziny – tylko w kasie Klubu 50 zł – super zniżka* na Kartę do Kultury – tylko w kasie Klubu 60 zł – bez zniżek – w sklepie.

Bilety bez zniżek można nabywać w naszym sklepie internetowym: tickets.klubzak.com.pl. Na koncertach w Sali Suwnicowej liczba miejsc jest ograniczona zgodnie z aktualnym zarządzeniem Rady Ministrów, a udział w koncertach przy zachowaniu dystansu i w masce. Regulaminy sprzedaży znajdują się na stronie Klubu Żak www.klubzak.com.pl

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty (obejmują 2 koncerty danego dnia)

30 zł, 50 zł, 60 zł
Kup bilet

Jakub Hajdun Trio


  • 26.06.2021 | 20:00

  • Skład

    Jakub Hajdun Trio

    Jakub Hajdun – fortepian / Janusz Mackiewicz – kontrabas / Roman Ślefarski – perkusja


Po kwietniowym koncercie Tomasz Rozwadowski pisał: „To, co usłyszała publiczność koncertu online, było natomiast materiałem zupełnie nowym, nie dość, że jeszcze nigdy nie prezentowanym publicznie, to nawet nie nagranym. Trio wejdzie do studia nagraniowego Radia Gdańsk za kilka dni, więc Jakub Hajdun Trio będzie już niebawem miało gotową muzykę na kolejny album. Jak będzie wyglądał koncertowy żywot obu programów, trudno powiedzieć, ważne jest to, że w parę miesięcy po tym jak zespół zebrał pochlebne recenzje debiutu, zaprezentował publicznie autorskie kompozycje lidera, co jest zupełnie nowym etapem i nową jakością w rozwoju trójmiejskiej formacji. Żeby było jeszcze ciekawiej, kompozycje na nową płytę wypełniły tylko zasadniczą, trwającą około trzech kwadransów cześć koncertu, a potem można usłyszeć trzy jeszcze nowsze, nie posiadające nawet tytułów utwory, które prawdopodobnie będą zalążkiem albumu trzeciego.

Zespół, który ma już tak rozbudowany repertuar i perspektywę na kolejnych kilka lat grania, powstał na okoliczność dyplomowego koncertu Jakuba Hajduna w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Młody muzyk zaprosił do współpracy dwóch jazzmanów z bardzo dużym dorobkiem i dużą renomą – kontrabasistę Janusza „Macka” Mackiewicza i perkusistę Romana Ślefarskiego – model konstrukcyjny łączący wytrawne zawodowstwo z młodą energią w tym przypadku sprawdził się znakomicie, ponieważ Hajdun nie jest typowym młodym jazzmanem próbującym wynaleźć jazz na własną rękę od nowa, jest tradycjonalistą uprawiającym mainstreamową odmianę jazzu. Stworzenie wspólnego przedsięwzięcia z dojrzałymi i renomowanymi partnerami uczyniło z Jakub Hajdun Trio precyzyjną i niezawodną maszynę do grania wysokiej jakości konserwatywnego jazzu.

Trio pozostałoby jednak muzyczną ciekawostką, gdyby decyzja o graniu jazzu głównego nurtu była podjęta przez pianistę z koniunkturalnych powodów, natomiast Jakubowi rzeczywiście gra w sercu na tradycyjną modłę. On się z taką stylistyką w pełni identyfikuje i dlatego tworzy muzykę tętniącą życiem, osobistą i emocjonalną. Mainstream grany przez Jakub Hajdun Trio w żaden sposób nie zalatuje naftaliną, jest muzyką autentyczną, choć mógłby powstać w każdej dowolnej dekadzie od lat 60. ubiegłego wieku począwszy.”

(…) To nie był popis pianistyczny na tle sekcji rytmicznej, ale jazz grany przez trzech równoprawnych improwizatorów. Znakomicie utrzymywany groove, wielka precyzja i demokratyzm grania czynią z Jakub Hajdun Trio niezawodną mainstreamową maszynę, która będzie z biegiem czasu z pewnością nadal się udoskonalać.

Jaku Hajdun Trio gra komunikatywną i wysmakowaną muzykę dla szerokiej jazzowej publiczności. Szkoda, że zaraza odcięła tę muzykę od bezpośredniego audytorium. Gdyby ten koncert odbył się w normalnych warunkach, utonąłby w oklaskach. Ale na zasłużony aplauz jeszcze przyjdzie czas. Miejmy nadzieję, jak najprędzej.”

 

A Czesław Romanowski w swojej relacji „Okiem i uchem Stałego Bywalca” napisał: „Ostatnimi czasy nie miałem zbyt wielu powodów do radości. Ba! - można by rzec, że nie miałem ich prawie w ogóle. Nawet poczucie normalności było dla mnie słabo dostępne. Do wczoraj. Owa radość i normalność przyszła do mnie gdzieś w połowie koncertu tria pianisty Jakuba Hajduna w Żaku. I mam nadzieję, że pozostanie ze mną na dłużej. (…) Nieznośna koncertowa przerwa (ostatnie koncerty z udziałem publiczności odbyły się w listopadzie zeszłego roku) sprawiła, wyostrzyła mój głód słuchania muzyki na żywo. I znalazłem w nim wytchnienie.

Jakub Hajdun z Januszem Mackiewiczem na kontrabasie i Romanem Ślefarskim na perkusji hołduje jazzowi tradycyjnemu ze swych najlepszych lat, a więc przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Rzekłbyś – Hajdun muzycznie zatrzymał się w epoce swego ojca, legendarnego pianisty i kompozytora, Janusza Hajduna, którego imieniem nazwane zostało studio koncertowe Radia Gdańsk. A więc Hajdun junior, jako się rzekło, gra jazz do przyjemnego bólu tradycyjny. W dodatku w anturażu najbardziej tradycyjnego jazzowego tria. Na marginesie - jest to też mój ukochany instrumentalny skład. Mając za sobą zeszłoroczny, debiutancki album z klasykami Charliego Parkera, Billego Evansa, McCoy Tynera i Dizzy’ego Gillespiego, pianista kontynuuje wytyczoną przez owych gigantów drogę, tyle że już z autorskim repertuarem. I gdyby gdzieś w środku koncertu Janusz Mackiewicz nie uświadomił nas, iż całość jest dziełem trzydziestoletniego pianisty, myślałbym, że także zagrane wczorajszego wieczoru kompozycje pochodzą z katalogu utworów złotej ery jazzu. Zostaliśmy więc żywcem przeniesieni do jakiegoś nowojorskiego prestiżowego klubu z początków szczęsnych lat sześćdziesiątych (choć żadne lata nie są szczęsne, każde niosą w sobie czyjąś troskę), a wrażenie owo było tym silniejsze, gdyż cała trójka grała tak świeżo, tak uzdrawiająco, z tak nieskrępowaną werwą, iż kompozycje nawiązujące, moszczące się w muzyce sprzed ponad pół wieku nie były pokryte najmniejszym kurzem, nie zawierały w sobie ani grama patyny czasu. Najmniejszych śladów współczesności, ni krzty rozwiązań, którymi przez następne kilkadziesiąt lat jazz obrósł. Były po prostu urzekające. Były esencją tego, co najlepsze w muzyce z tamtego czasu, gdzie perkusja i kontrabas miały w żwawszych kompozycjach po prostu dawać rytm, a w balladowych przydawać nastroju, gdzie pianino, w ściśle określonych ramach, wygrywało czarowne melodie. Improwizacji właściwie nie było. Utwory Hajduna są zwarte, rozpisane w papierze nutowym, a solówki kontrabasu i perkusji nieliczne. Wrażenie robi zgranie całego zespołu, co właściwie nie powinno dziwić przy tej klasie muzyków, lecz zaskakiwało za każdym, w ćwierć sekundy wygrywanym kolejnym wspólnym przejściu. Cudowne były te kilkusekundowe, perkusyjne solówki Ślefarskiego, każdorazowo wykańczane przez pozostałą dwójkę, świetny był mięsisty i skoncentrowany na jednostajnej pulsacji kontrabas Mackiewicza. No i niezwykła swoboda lidera. Hajdun ślizga się po klawiszach, pieszcząc je równocześnie. Jakby dawały mu wolność, uwalniały w nim wszystko co najlepsze. Dawno nie słyszałem pianisty grającego z taką swadą i z takim uczuciem jednocześnie.

Wyszedłem z tego koncertu w pandemiczną przestrzeń ożywiony. Jakby tego wszystkiego, co mnie, co nas ostatnio przytłacza po prostu nie było. Powietrze było całkowicie czyste, a moje serce ukojone.”