Dominik Wania Solo

Dominik Wania Solo

E -bilety: 20 i 15  zł na 13.05.2021

(obejmują 2 koncerty danego dnia: Dominik Wania Solo i Gadt, Chojnacki, Gradziuk ) – tylko w sklepie internetowym

 

 

Informacja o karnetach

e-bilety na transmisje koncertów (obejmują 2 koncerty danego dnia) – tylko w sklepie internetowym 15 zł – przedsprzedaż do g.20.00 na dzień przed koncertem 20 zł – sprzedaż kończy się godzin

20 zł / 15 zł
Kup bilet

Dominik Wania Solo


  • Transmisja koncertu live z Klubu Żak – online.klubzak.com.pl
  • 13.05.2021 | 19:00

  • Skład

    Dominik Wania - fortepian


Festiwal otworzy koncert pianisty Dominika Wani, który zagra materiał ze swojego albumu „Lonely Shadows” nagranego dla wytwórni ECM. Programy festiwali jazzowych z sezonu 2020/2021 pokazały, że jest to w zasadzie pozycja obowiązkowa na każdym szanującym się festiwalu, „must have” organizatorów. „Lonely Shadows” to pierwszy solowy album w ECM nagrany przez Dominika Wanię, muzyka o uderzającej oryginalności. Wrażliwość pianisty na wydobycie dźwięku, jego barwę i fakturę, wywodzi się z jego klasycznego wykształcenia, ale cechuje go także niesamowity instynkt improwizatorski, skupiający się na szczególe muzyki budowanej tu i teraz, z immanentnym wyczuciem struktury.” (rmfclassic.pl)

Dominik Wania – talent (już nie) do odkrycia 
Być może nazwisko Dominika Wani dotychczas jeszcze nie rezonowało w powszechnej świadomości fanów muzyki z należytą siłą, niemniej krótkie tylko spojrzenie na branżowe rankingi i podsumowania wystarczy, aby się przekonać, że muzyk miejsce w gronie czołowych pianistów jazzowych polskiej sceny zagrzał dobre już kilka lat temu. Wania zwyczajnie nigdy nie należał do tych, którym szczególnie spieszy się do bycia na świeczniku. Przez jakiś czas był raczej talentem do odkrycia: cenionym i zachwalanym przez kolegów – muzyków, dla publiczności jednak (przynajmniej dla tej mniej wnikliwej jej części) pozostawał mniej lub bardziej w cieniu. Działo się tak z prostego powodu – Wania zamiast skupiać się na działaniach marketingowych, robił to, co muzyk z pasją robić powinien: kierując się wskazówką udzieloną mu niegdyś przez Tomasza Stańkę grał ile się da z różnymi ludźmi. Obranej przez siebie drodze licznych muzycznych kooperacji zawdzięcza pianista co prawda łatkę wiecznego sidemana, ale niska to cena za rozwój, który takie działanie umożliwiło. Poparty wnikliwą pracą nad dźwiękiem talent Dominika Wani w połączeniu z jego muzyczną otwartością nie mógł uchodzić uwadze zainteresowanych w nieskończoność. Teraz, we wrześniu roku 2020 okres relatywnego pozostawania w cieniu skończył się dlań ostatecznie: gdy zostaje się pierwszym polskim muzykiem z płytą solową w katalogu najbardziej prestiżowej wytwórni jazzowej świata, monachijskiej ECM, nie da się dłużej unikać jasnego światła reflektorów.
Nic jednak na drodze do tego momentu artystycznego spełnienia nie zostało Dominikowi Wani darowane. Przed klawiaturą swego instrumentu muzyk spędził zasadniczo całe życie, rozpoczynając naukę gry w wieku lat trzech. Pierwszy jego poważniejszy kontakt z jazzem – wyjazd na jazzowe warsztaty - nastąpił po około dekadzie obcowania z fortepianową klasyką. Ta dwutorowość muzycznych zainteresowań, którą Dominik Wania przejawiał już we wczesnym etapie edukacji, na stałe nacechowała jego sposób podejścia do materii, którą miał się profesjonalnie zajmować. Obie ścieżki zgłębił zresztą w stopniu akademickim, kończąc fortepian klasyczny w klasie prof. Andrzeja Pikula na Akademii Muzycznej w Krakowie z jednej strony, z drugiej zaś – z sukcesami studiując jazz pod okiem m.in. Danilo Péreza w bostońskiej New England Conservatory of Music. A przecież na tym jego styczność ze szkolnictwem wyższym się nie kończy: obecnie dr hab. Dominik Wania jest pracownikiem dydaktycznym Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.
Można więc powiedzieć, że pianista w równym stopniu czerpie z jazzu, jak i klasyki, choć oczywiście z każdego z tych źródeł czerpie w inny sposób. Mimo bowiem, iż w zasadzie wszystkie pozycje jego dyskografii mieszczą się w szerokiej definicji jazzu, Wania bardzo silnie podkreśla, że to muzyka klasyczna jest dlań kluczowa. Dobitnie świadczą o tym jego słowa z wywiadu udzielonego Piotrowi Wojdatowi, który ukazał się na łamach portalu jazzarium.pl: „(…) doskonały fortepian akustyczny jest dla mnie najważniejszym instrumentem (…)   Wynika to też z tego, że wywodzę się z muzyki klasycznej. Dbałość o detale i jakość dźwięku jest dla mnie bardzo istotna. Ważne, żeby pamiętać o tym, że jest się pianistą (…) Bez tego muzyk klasyczny nie zagra jazzu i odwrotnie: jazzman nie poradzi sobie z klasyką. Nie może być tak, żeby zmiana stylu wpływała na podejście do instrumentu. (…) bez muzyki klasycznej nie ma po prostu grania na instrumencie.  (…)” Pamiętajmy, że mówi to muzyk, któremu w latach krakowskich warsztatów zdarzało się eksperymentować z acid jazzem czy drum n’ bassem, i który z powodzeniem grywa na klawiszach elektrycznych choćby w składach Jacka Kochana czy w zespole Wojtek Fedkowicz Noise Trio. Znakomita gra Wani w tych grupach zwróciła zresztą uwagę dziennikarzy branżowych już wcześniej –  na przykład w recenzji albumu Filling the Profile z 2011 roku da się znaleźć następujące słowa Adama Barucha: „Rzadko słyszy się tak skupioną różnorodność dynamiki, bogactwo koncepcji melodycznych i niezwykłe, natchnione rytmy u pianisty”. Z biegiem lat takich pochwał  czytamy więcej -  o płycie Ajee (2018) ten sam autor pisze: „Wania zdominował album swoimi partiami syntezatorów, które ujawniają nowe oblicze jego ogromnego talentu. Udaje mu się wykreować mroczną, okraszoną odrobiną powściągliwości atmosferę, a jego wirtuozerska gra i niesamowite wyczucie czasu są wprost zdumiewające”, a w recenzji rok wcześniejszej płyty Ambush pisze o „bardzo przekonującej, perfekcyjnej technicznie” grze Wani, który jego zdaniem „z łatwością i elegancją opanowuje nietypowe metra i zmiany temp”.
Podobne komplementy powtarzają się właściwie we wszystkich recenzjach i relacjach, w których pisze się o grze pochodzącego z Sanoka pianisty. Lekkość, elegancja brzmienia oraz perfekcja techniczna z których słynie Dominik Wania są bodaj wyraźniej jeszcze słyszalne, gdy muzyk siada za klawiaturą fortepianu akustycznego. Udzielając się w różnych formułach – od duetów (m.in. dwie wczesne płyty -  nagrana z Bronisławem Suchankiem Sketch in Blue i Portraits w parze z Genim Skendo), przez składy cztero- i pięcioosobowe (Piotr Baron Quintet, New Bone, Improvisation Quartet czy Hefi Quartet) do większych ensemble’i (zespół Piotra Wojtasika czy też głośne Power of the Horns) elastyczny pianista potrafi zostawić wyraźny ślad właściwie wszędzie. Bardzo sobie cenię możliwość współpracy z wieloma artystami. Lubię grać różną muzykę i staram się zawsze elastycznie do tego podchodzić; niezależnie, czy gramy otwarte formy czy ściśle zapisane aranże albo muzykę całkowicie akustyczną bądź z elementami elektroniki. Dla mnie jest to cały czas „wielka szkoła”, a różnorodność sprzyja mojemu rozwojowi. – opowiadał pianista Maciejowi Krawcowi w wywiadzie dla jazzarium.pl. Lista współpracowników, projektów muzycznych i albumów, do których brzmienia Dominik Wania przyłożył rękę jest więc długa, i są to nierzadko artyści najwyższej rangi: wystarczy wspomnieć o stałej współpracy pianisty ze Zbigniewem Preisnerem (z efektem w postaci kilku płyt z muzyką filmową, ilustracyjną oraz kolędami), oraz Tomaszem Stańko, w którego polskich zespołach Wania grywał w ostatnich latach działalności słynnego trębacza.
Grając tak wiele i chętnie, znany ze swojej skromności pianista niespecjalnie aspirował jednak do roli lidera: „Pozostawanie na drugim planie wciąż jednak bardzo mi odpowiada, bo z natury jestem dość ostrożną, raczej mało przebojową osobą (…) możliwość grania różnej muzyki z  różnymi ludźmi jest dla mnie cenniejsza niż praca nad własnym projektem, do którego nie byłbym przekonany.” – opowiadał Mateuszowi Magierowskiemu na łamach Jazzpressu już po sukcesie autorskiego debiutu. Choć nie krył, że wrodzony perfekcjonizm nie pozwala mu komponować „utworów jednorazowych” i przyznawał, że pisanie muzyki jest dla niego procesem żmudnym i długotrwałym, o nagranej pod szyldem Dominik Wania Trio płycie Ravel, Dominik Wania mówił raczej wstrzemięźliwie: Szczerze mówiąc, nie zamierzałem niczego szczególnego osiągnąć na tym albumie. Był on wprawdzie częścią – tzw. dziełem artystycznym – mojego doktoratu, ale nie spodziewałem się po nim niczego więcej. Chciałem po prostu napisać możliwie najlepsze kompozycje inspirowane dziełem Ravela. (z wywiadu Macieja Krawca, portal www.jazzarium.pl) Wbrew ostrożności autora płyta zgarnęła dwa Fryderyki w kategoriach Jazzowy Album Roku i Jazzowy Debiut Roku i od tego czasu trudno już znaleźć branżowe zestawienie typu best of, w którym nie znalazłaby się osobą bądź choć jedna z płyt z udziałem powściągliwego pianisty.
Zainteresowanie Dominikiem Wanią ze strony ECM-u również nie jest w żadnym stopniu dziełem przypadku. W szeregach wytwórni pianista znalazł się będąc stałym członkiem kwartetu Macieja Obary. Po kilku latach wyrazistej obecności na polu krajowym (także w swej międzynarodowej inkarnacji: Obara International) i wielu staraniach zmierzających do uzyskania angażu w ECM zespół ten wydał w monachijskim labelu album Unloved (2018). Płyta automatycznie skierowała na grupę wzrok szerokiej jazzowej publiczności, otrzymując także nagrody i wysokie noty recenzentów (wśród laurów znalazły się m.in. nagroda Fryderyk Jazzowy Album Roku, oraz tytuł Płyty Roku w ankiecie Jazz Top magazynu Jazz Forum), co jednak najważniejsze dla Dominika Wani – na pianistę zwrócił uwagę sam legendarny producent – Manfred Eicher. (…) Temat nagrania płyty pod moim nazwiskiem wypłynął podczas sesji nagraniowej do Unloved. Powiedział „spróbujemy zrobić coś wspólnie” ale nie było wtedy tematu albumu solowego. Propozycja nagrania materiału solo wyszła całkowicie od Manfreda – wspomina Wania na łamach londonjazznews.com. Nie od dziś wiadomo, że fortepian to największa miłość i oczko w głowie Eichera, toteż zaszczyt wydania w jego wytwórni płyty solowej na fortepian zdarza się nieczęsto. Nie może więc dziwić głębokie uznanie wyczuwalne w przedpremierowych recenzjach materiału, ale też czytając je zauważyć można nader jasno, że album stawiający przecież w jakiś sposób polskiego pianistę obok artystów pokroju Keitha Jarretta jest albumem wynikającym z naturalnego rozwoju Dominika Wani, nie zaś wynikiem niesamowitego zbiegu okoliczności czy nieoczekiwaną zwyżką formy. Szczęśliwie wygląda na to, że będący obecnie na szczytach jazzowego spełnienia Dominik Wania, nadal jest i pozostanie sobą, pianistą tyleż utalentowanym, co pracowitym i skromnym. A to wróży tylko dalsze sukcesy.
Piotr Rudnicki

Sygnowane: All That Jazz